Wejście w nową relację bardzo często wiąże się z nadzieją. Ludzie wychodzą z poprzednich związków, związują się z kolejną osobą z przekonaniem, że „tym razem będzie inaczej” – że już wiedzą, co było nie tak, wyciągnęli wnioski i nie powtórzą dawnych schematów i błędów. Pojawia się poczucie, że teraz wybiorą „właściwą osobę” i wreszcie stworzą udaną, satysfakcjonującą relację.
Jednocześnie to właśnie na początku związku najczęściej uruchamiają się najbardziej nieświadome mechanizmy psychiczne.
W pierwszej fazie relacji – można powiedzieć „przed kurtyną” – partnerzy bardzo często prezentują siebie w sposób nie w pełni autentyczny. Z jednej strony wynika to z naturalnej potrzeby zrobienia dobrego wrażenia, z drugiej jednak strony, z działania mechanizmów obronnych i przywiązaniowych. W tym czasie łatwo też ignorować subtelne sygnały ostrzegawcze, które mogłyby wskazywać, że dana relacja nie jest w pełni bezpieczna lub kompatybilna emocjonalnie.
W teorii więzi (attachment theory) podkreśla się, że każdy z nas wnosi do relacji wzorce ukształtowane we wczesnym dzieciństwie. To właśnie w relacji z opiekunami tworzy się nasz „wewnętrzny model więzi” – czyli nieświadome przekonania o tym, czym jest bliskość, czy można ufać innym oraz czego można oczekiwać w relacji. Jeśli w dzieciństwie brakowało stabilności emocjonalnej, dostępności lub przewidywalności opiekuna, w dorosłych związkach często pojawia się jednocześnie silna potrzeba bliskości i równie silny lęk przed nią.
Istotnym doświadczeniem, które często wpływa na późniejsze relacje, jest także parentyfikacja – sytuacja, w której dziecko przejmuje rolę emocjonalnego opiekuna rodzica lub zbyt wcześnie zaczyna odpowiadać za potrzeby innych. W dorosłości może to prowadzić do nadmiernej odpowiedzialności za partnera, trudności w przyjmowaniu wsparcia lub wyboru relacji, w których powtarza się znany, choć trudny schemat emocjonalny.
Wchodząc w nowy związek, często nieświadomie próbujemy „uzyskać” od partnera to, czego nie otrzymaliśmy w relacjach z rodzicami lub opiekunami. Może to być potrzeba bycia zauważonym, zaopiekowanym, ważnym emocjonalnie czy bezpiecznie trzymanym w relacji. Problem polega na tym, że partner nieświadomie zostaje wciągnięty w rolę, której nie może zrealizować. Pojawiają się projekcje i zniekształcenia percepcji – druga osoba przestaje być widziana taką, jaką jest, a zaczyna być widziana przez pryzmat dawnych doświadczeń.
W efekcie oboje partnerzy pragną bliskości i miłości, a jednocześnie mogą doświadczać siebie nawzajem jako osoby chłodne, niedostępne, używające, wykorzystujące a nawet krzywdzące. Konflikt w związku bardzo często nie jest początkiem problemu, lecz jego konsekwencją. Znacznie wcześniej pojawia się subtelny brak emocjonalnego dostrojenia, utrata czułych reakcji, oddalenie w codziennych mikrointerakcjach. To właśnie te elementy – a nie sam poziom konfliktu – są jednym z najważniejszych wskaźników trwałości relacji.
Problemy w obszarze intymności i seksualności również często nie są odrębnym „problemem”, lecz raczej wskaźnikiem głębszych trudności w budowaniu bezpiecznej więzi. Brak emocjonalnej dostępności, napięcie czy wycofanie w relacji wpływają na każdy wymiar bliskości.
W tym kontekście standardowe techniki komunikacyjne czy nauka rozwiązywania konfliktów często okazują się niewystarczające. Mogą nawet nasilać napięcie, jeśli nie są osadzone w poczuciu bezpieczeństwa emocjonalnego. Najpierw konieczne jest bowiem dostrzeżenie fundamentalnej potrzeby więzi oraz jednoczesnego lęku przed nią.
Zmiana w relacji nie polega wyłącznie na decyzji czy deklaracji. Można chcieć być innym partnerem, ale nie zawsze oznacza to realną zdolność do funkcjonowania w nowy sposób. Wiele wzorców relacyjnych ma charakter nieświadomy i zakorzeniony w doświadczeniach wczesnodziecięcych. Sama zmiana poznawcza – wiedza, refleksja, zrozumienie – nie wystarcza.
Dlatego tak istotna jest praca terapeutyczna, która umożliwia stopniowe budowanie bezpiecznej więzi w relacji z psychoterapeutą. To właśnie w tej relacji człowiek uczy się regulacji emocji, doświadczania dostępności drugiej osoby oraz nowych, bezpiecznych wzorców bliskości. Tego procesu nie da się w pełni zastąpić książką, kursem ani poradnikiem.
Przepracowanie doświadczeń z przeszłości, uświadomienie sobie własnych wzorców przywiązaniowych oraz stopniowe budowanie bezpieczeństwa emocjonalnego pozwala dopiero na tworzenie relacji opartej na realnej bliskości, a nie na powtarzaniu dawnych schematów. Dzięki temu nowy związek przestaje być próbą „naprawienia przeszłości”, a staje się przestrzenią rzeczywistego spotkania dwóch osób.
